Lekcja języka angielskiego dla Polaków w Grantham. Fot. Archiwum PCG
Społecznicy z Grantham w towarzystwie beneficjentów swoich działań
Jedno z "klubowych" spotkań

Lekcja języka angielskiego dla Polaków w Grantham. Fot. Archiwum PCG

Lekcja języka angielskiego dla Polaków w Grantham. Fot. Archiwum PCG
Społecznicy z Grantham w towarzystwie beneficjentów swoich działań
Jedno z "klubowych" spotkań

Społecznicy z Grantham w towarzystwie beneficjentów swoich działań

Lekcja języka angielskiego dla Polaków w Grantham. Fot. Archiwum PCG
Społecznicy z Grantham w towarzystwie beneficjentów swoich działań
Jedno z "klubowych" spotkań

Jedno z "klubowych" spotkań

Rozmowa IUVE.pl: Pomagają emigracji unijnej

Nie mają stałej siedziby ani hojnych darczyńców, ale chęci i determinację do wspierania polskich emigrantów w ich zmaganiach z życiem i pracą w Wielkiej Brytanii. IUVENUM POLONIA rozmawiało z Krystyną Waszkiewicz, spiritus movens grupy polskich społeczników z Grantham w hrabstwie Lincolnshire.

Kiedy i w jakich okolicznościach powstała wasza grupa?  

23 sierpnia tego roku minęło dokładnie 8 lat jak przyjechałam do Grantham. W 2004 r. mieszkało tu około pięćdziesięcioro Polaków. Jednak ta liczba z dnia na dzień zaczęła dosłownie rosnąć w oczach, bo takie po otwarciu granicy UE było zapotrzebowania na pracowników z Polski. Ale mieliśmy swoje tu problemy spowodowane nieznajomością angielskiego prawa i języka. I właśnie to legło u podstaw powstania naszej grupy, wstępnie pod nazwą „Polish Club In Grantham”. Nazwa się przyjęła, oficjalnie Klub powstał w sierpniu 2007 r.

Czym zajęliście się państwo w pierwszej kolejności?

Mimo rosnącej liczby Polaków w mieście nie była tu odprawiana msza święta w języku polskim. Przedstawiając naszą grupę i działania, jakie chcemy podejmować jednemu z polskich księży z niedalekiego Nottingham, podjęliśmy ten temat. Wkrótce w Grantham zostało odprawione pierwsze polskie nabożeństwo. Dziś takie msze odbywają się w kościele parafialnym Parafii Marii Panny Niepokalanego Poczęcia.

Kościół był zresztą jednym z pierwszych miejsc spotkań naszej grupy. Potem był miejscowy The King Hotel, w którym pracowałam. Byliśmy szczęśliwcami, bo nie musieliśmy płacić za salę. Niestety w marcu 2011 hotel z dnia na dzień został zamknięty i nasze spotkania przenieśliśmy do hotelu Ramada. A tu niestety musieliśmy płacić za wynajem sali. Dlatego wróciliśmy do kościoła. Spotykamy się tuż po polskim nabożeństwie. Spotykamy się też w innych, bardziej „towarzyskich” miejscach. I działamy. 

Jak wyglądają wasze spotkania?

Zapraszamy gości z różnych organizacji i instytucji publicznych: policjantów, strażaków, pracowników równych wydziałów miejskiego Ratusza, prawników i psychologów – głównie polskojęzycznych. Spotkania są otwarte, może w nich wziąć udział każda zainteresowana i potrzebująca pomocy osoba. I tak się dzieje.   

Muszę w tym miejscu wspomnieć o konsulu Szymonie Białku z KG RP w Manchesterze. Bardzo przybliżył nam pracę i zadania tej placówki, blisko z nami współpracował. A były to czasy, kiedy jeszcze nikt z nas np. nie zdawał sobie sprawy co się dzieje w przypadku śmierci naszego rodaka na terenie Wysp Brytyjskich. Byliśmy przyzwyczajeni, że do Konsulatu jedzie się głównie w sprawie paszportowych. Dzięki panu Szymonowi okazało się, że placówka może pomagać także w tej i innych sprawach. 

Jakie inne tematy podejmujecie na spotkaniach?

Istotnym i owocnym było długie, bo trwające prawie 4 godziny spotkanie z przedstawicielem DVLA (odpowiednik polskich Wydziałów Komunikacji w jednostkach samorządowych - red.). Padło bardzo dużo pytań dotyczących wyrabiania i wymiany praw jazdy, rejestracji samochodów, ubezpieczeń. I jakaż była niespodzianka, kiedy okazało się że spośród dziewiętnastu osób biorących udział w spotkaniu tylko dwie wiedziały cokolwiek o różnicach w polskich i brytyjskich przepisach. Przykład - w Anglii ubezpiecza się kierowców wyszczególnionych w polisie, którzy mogą jeździć danym samochodem, natomiast w Polsce samochodem ubezpieczonym może poruszać się każda osoba mająca do tego uprawnienia. Jest to bardzo duża różnica i ludzie o tym nie mieli bladego pojęcia.

Dlaczego? 

Głównie było to spowodowane, i nadal jest, brakiem znajomości języka angielskiego. Dlatego też od samego początku zajmujemy się nauczaniem języka. Prowadzimy swoisty projekt językowy, tj. cykliczne lekcje. Z miesiąca na miesiąc lekcje są coraz ciekawsze, obecnie prowadzone są przy użyciu pomocy dydaktycznych wydawnictwa Muzza. I nie przychodzą na nie tylko Polacy, mamy Węgra, Czechów, parę z Łotwy. Wszyscy podkreślają, że wychodzą z naszych lekcji i spotkań mądrzejsi. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że języka obcego nie da się nauczyć w tydzień. Jest to proces długoterminowy.

W jaki sposób docieracie z waszą działalnością do potrzebujących imigrantów? A może sami do Was przychodzą?
Informacje naszych działaniach, np. terminach lekcji, najczęściej przekazywane są przez ludzi w zakładach pracy, podczas spotkań na tzw. „ulicy”. Mamy też stronę internetową, choć wiemy, że nie wszyscy mają dostęp do internetu w domu. Ludzie piszą do  nas maile czy też dzwonią z przeróżnymi pytaniami bądź prośbami. 

Do „Nas” czyli?

Jesteśmy grupą wolontariuszy. Na co dzień pracujemy w różnych miejscach. Nasze lekcje prowadzą Anglicy, też wolontariusze. Wszyscy działamy społecznie, z potrzeby serca. Wiemy, że nasza praca jest tu potrzebna i wpływa na życie tutejszych Polaków, i nie tylko. Na działania wykładamy własne pieniądze, ale też otrzymujemy granty z hrabstwa Lincolnshire. Tu specjalne podziękowania dla Sue Fortune, która pomaga nam nie tylko od strony finansowej, ale i merytorycznej – służy nam pomocą m.in. w dotarciu do reprezentantów lokalnych instytucji. 

Co zakładają wasze najbliższe plany?  

Chcemy zainicjować lekcje gotowania potraw polskich dla Polaków, głównie dzieci i młodzieży, których rodzice ciężko pracują i nie mają na to czasu, ale też dla Anglików, którzy kochają polską kuchnię. Z myślą o młodzieży rozważamy też uruchomienie kursów krawieckich. Zainteresowanie kursami jest spore. Na najbliższym spotkaniu podejmiemy z kolei temat udziału w lokalnych wyborach. Z przykrością muszę powiedzieć, że pozostając obojętnym na sprawy miasta czy hrabstwa Polacy bardzo dużo tracą. Tak nie powinno być, trzeba to zmienić. Planujemy też podjąć starania o pozyskanie środków na działalność z budżetu państwa polskiego – wiemy, że pomoc młodej emigracji w ich codziennych zmaganiach z życiem i pracą na obczyźnie są jednym z państwowych priorytetów. 

Oczywiście będziemy kontynuować nasze spotkania edukacyjne oraz lekcje angielskiego, na które – korzystając z okazji – serdecznie zapraszam. Prosimy o kontakt emaliowy lub telefoniczny: +44 773 886 6372tina13waz@remove-this.yahoo.com. Zachęcam. 

Dziękuje za rozmowę i... powodzenia!   

Rozmawiał GR

30.08.2012 opublikowano w Działamy